Legenda Marynizowanego SW400, Który Napędzał Polskę na Wodzie
22 sty
Od pola do morza, czyli krótka historia SW400
Aby zrozumieć "Rekina", trzeba cofnąć się do lat 60. XX wieku. Polska potrzebowała nowoczesnego, średniego silnika diesla. Wybór padł na brytyjską licencję Leylanda (model O.400). Produkcję ulokowano w Wytwórni Silników Wysokoprężnych Andoria w Andrychowie.
Tak narodził się 6-cylindrowy, rzędowy silnik o pojemności 6,5 litra. To była jednostka "do wszystkiego". W wersji wolnossącej (około 115 KM) i później doładowanej (turbo, ok. 150 KM) napędzała:
- Kombajny Bizon (kto nie pamięta tego dźwięku na polu?),
- Autobusy Autosan H9,
- Samochody ciężarowe Star.
Ale jak sprawić, by silnik zaprojektowany do chłodzenia pędem powietrza na drodze, przetrwał w ciasnej, gorącej maszynowni statku, gdzie powietrze stoi w miejscu?
Marynizacja: Jak rodzi się Rekin
Tu wkracza proces zwany marynizacją. To adaptacja silnika lądowego do pracy w środowisku morskim – wilgotnym, słonym i wymagającym zupełnie innego podejścia do chłodzenia.
To właśnie te modyfikacje odróżniają "Rekina" od silnika z Bizona. Oto najważniejsze różnice:
1. Dwuobwodowy układ chłodzenia (Serce Rekina)
To najważniejsza zmiana. W "Rekinie" nie znajdziesz klasycznej chłodnicy z wentylatorem. Zamiast niej jest wymiennik ciepła.
- Obwód wewnętrzny: W bloku silnika krąży zwykły płyn chłodniczy (borygo), tak jak w aucie.
- Obwód zewnętrzny: Dodatkowa pompa zasysa zimną wodę zaburtową (z morza lub jeziora).
- Woda zaburtowa trafia do wymiennika, gdzie studzi płyn wewnętrzny, a następnie jest wyrzucana za burtę (zwykle razem ze spalinami). Dzięki temu silnik ma stabilną temperaturę niezależnie od warunków w maszynowni.
2. Mokry wydech i chłodzony kolektor
W zamkniętej maszynowni klasyczny, rozgrzany do czerwoności kolektor wydechowy to proszenie się o pożar. Dlatego "Rekin" ma kolektor wydechowy płaszczowy – jest on owinięty płaszczem wodnym, który go chłodzi. Dodatkowo, woda zaburtowa po schłodzeniu silnika jest wtryskiwana do rury wydechowej. Efekt? Spaliny są zimne i znacznie cichsze, a z rury wydechowej łodzi charakterystycznie "pluje" woda.
Dlaczego kochamy (i nienawidzimy) Rekina?
SW400 w wersji morskiej to silnik pełen sprzeczności. Zapytaj dowolnego mechanika okrętowego starej daty, a usłyszysz litanię zalet i wad.
Zalety: Pancerz i dostępność
- Niezniszczalność (prawie): To wolnoobrotowy, żeliwny kloc. Jeśli dbasz o olej i chłodzenie, ten silnik przeżyje kadłub, w którym jest zamontowany. Ma potężny moment obrotowy "z dołu", idealny do ciężkich łodzi.
- Części zamienne: To jest największy atut. Potrzebujesz wtryskiwacza, uszczelki pod głowicę czy panewek? Idziesz do sklepu rolniczego z częściami do Bizona. Są tanie i leżą na każdej półce w Polsce.
- Prostota: Brak elektroniki. Wszystko naprawisz kluczem płaskim, młotkiem i śrubokrętem.
Wady: Kultura pracy (a raczej jej brak)
- Waga: Sam silnik bazowy waży ponad 450 kg. Z osprzętem morskim i przekładnią to prawdziwa kotwica.
- Wycieki: Stare porzekadło mówi: "Jeśli pod SW400 jest sucho, to znaczy, że nie ma w nim oleju". Te silniki po prostu lubią "znaczyć teren".
- Hałas i wibracje: Kultura pracy jest typowa dla lat 60. Jest głośno, a na wolnych obrotach cała łódź wpada w rezonans.
Rekin dzisiaj – dla kogo ten silnik?
Czy warto dziś kupić łódź z "Rekinem"? Jeśli szukasz nowoczesnej, cichej i bezobsługowej jednostki – absolutnie nie.
Ale jeśli cenisz klasyczną mechanikę, masz smykałkę do majsterkowania, budujesz budżetowy, dzielny jacht stalowy lub odnawiasz historyczny kuter – SW400 jest świetnym wyborem.
Jedna rada na koniec dla armatorów "Rekina": Najważniejszym elementem waszego silnika jest gumowy wirnik (impeller) pompy wody zaburtowej. Jeśli on się zerwie, przestajecie chłodzić silnik. Od momentu, gdy z wydechu przestaje lecieć woda, macie minutę, zanim przegrzejecie głowicę. Miejcie zawsze zapas na pokładzie!
SW400 Rekin to kawał historii. Może i trochę cieknie, może i hałasuje, ale setki tych silników wciąż wiernie służą na polskich wodach, udowadniając, że prosta, solidna konstrukcja nigdy się nie starzeje.
Twoje wsparcie przybliża Joseph Conrada do powrotu na morze. Sprawdź, jak możesz pomóc
Przeglądaj inne artykuły
30 sty
Walczą o stalowego 66-latka. Chcą, by Joseph Conrad znów służył na morzu
Historyczny stalowy jacht oceaniczny Joseph Conrad, zbudowany w 1958 roku w Stoczni Gdańskiej, przechodzi proces renowacji, aby po latach intensywnej eksploatacji powrócić do żeglugi i służyć szkoleniu młodzieży. Nad jego odbudową czuwa Stowarzyszenie DyNaMo, które przejęło opiekę nad jednostką w 2025 roku. Gościem audycji „Patent na sternika” jest prezes stowarzyszenia Kamil Stępiń.
29 sty
Uratować Josepha Conrada
Reportaż w Radiu Gdańsk Uratować Josepha Conrada
27 sty
„Joseph Conrad” w Australii styczeń 1988
200-lecia osadnictwa na kontynencie australijskim na styczeń 1988